Page 1 of 2

oświetlenie

Posted: 23 Mar 2005 08:31
by leoheart
potrzebuję rady w sprawie oświetlenia (harpagan blisko kto wie gdzie mnie los zaniesie) mam na oku lampę Author A-D4WX-AKU XENON z akumulatorami na Allegro,czy ktoś ma opinię na jej temat?a może ma inne sugestie,może coś Smarta żeby pasował do uchwytu diody którą juz mam,ale takiego co by dawał światło na parę metrów,lubie jasnośc nawet tę pomroczną :)

Posted: 23 Mar 2005 08:49
by Jacq
Zastanawialiśmy sie swego czasu nad oswietleniem,
jak mielismy zamiar ruszyc na Nocną Masakrę'04...

Jesli chcesz miec naprawde dobre oswietlenie... no to coz..
Trzeba porzadna lampke co porzadnie prad ciagnie...
Sigma ma takie cuda u siebie z tego co sie orientuje...
Z drugiej strony, ja np. jestem w stanie jechac na 2 diodowkach
(oczywiscie niemrygajacych)... ale widocznosc masz w miare ok
na jakies 2-3 metry przed rowerem i pomijajac fakt trupiego koloru
tego oswietlenia... mozna sobie jakos tam spokojnie jechac.

Inna kwestia, ze da sie bez oswietlenia jezdzic...
Behem jest milosnikiem tego typu jazdy :)
W sumie to i Otwocka Nocna Masakra i jazda w Wigilie Bozego Narodzenia... byly w miare ok.. ja na 2 diodowkach, behem po omacku :)
Oczywiscie Behem prowadzil ;) i jakos zyje :)

Pozdrawiam

Posted: 23 Mar 2005 08:58
by yorek
bez oświetlenia na prawdę spoko się jeździ, wzrok się przyzwyczaja i widać więcej niż przy takiej diodowej lampce a wozić akumulator od Stara żey żarówkę zasilić hmmmm

Posted: 23 Mar 2005 09:00
by leoheart
4g spędzone z Behemem i przejazd przez most kolejowy w Górze K,tudzież inne rozmowy pozwoliły mi sie przekonać że to...Łowca Adrenaliny więc jazda po ciemku to dla niego norma.
Ja mam więcej instynktu samozachowawczego (cóz wiek robi swoje) i wprawdzie coraz bardziej jestem przekonany że moja przygoda z bikiem może mieć przykre następstwa,to chciałbym je maksymalnie odwlec w czasie :)
pozdro

Posted: 23 Mar 2005 10:39
by Domar
Mnie się jechało po pijaku lepiej bez światła. Zaraz jak włączyłem (4-diodówka) poleciałem jak długi (po prostu ścieżka w bok uciekła i się nie zorientowałem :)

Posted: 23 Mar 2005 10:52
by Jacq
Ja tam bym sie nie chwalil jazda po pijaku...

To nic godnego podziwu...


POZDRAWIAM

Posted: 23 Mar 2005 12:48
by yorek
jak sie nie jedzie ulicą to godny polecenia środek transportu bo po pijaku ciężko się chodzi. szkoda tylko że prawko zabierają

Posted: 23 Mar 2005 13:00
by Jacq
A chcialbys byc kierowca ktory potracil rowerzyste??
...
Albo (odpukać) mieć na sumieniu życie takiego co to sie
narabany postanowil ulica na rowerku przemieszczac??

Posted: 23 Mar 2005 13:55
by yorek
a jesli potraci trzeźwego to bedzie mial mniejsze wyrzuty sumienia?

Posted: 23 Mar 2005 14:03
by Jacq
Absolutnie nie...
Z tym ze w sytuacji gdy taki gosc nawalony jedzie,
to prawdopodobienstwo ze sie zatoczy jest duuuzo wieksze...
A ucierpi na tym bogu ducha winny kierowca ktory bedzie sobie
przejezdzal i tamten mu pod kola sie zatoczy... :/
Oczywiscie w druga strone sytuacja ma sie tak samo...

Pozdrawiam

PS.
Mi tez sie zdaza po piwie jezdzic.. ale nie po ilustam,
kiedy masz zaburzenia rownowagi i naprawde utrudnione
postrzeganie tego co sie wokolo dzieje.

Posted: 23 Mar 2005 15:20
by yorek
jak jade mocniej podciety t ona pewno nie po ulicy :)

Posted: 23 Mar 2005 17:48
by Domar
No to piszę, że ścieżka mi uciekła. Ścieżek na ulicy nie spotkasz :P Wracałem z kumplem z Torfów. Ogólnie rowerem staram się po pijaku nie jeździć. A mnie i tak najbardziej krew zalewa jak słyszę, że jakaś pijana łysa pała swoją furą kogoś zabiła albo chociaż potrąciła. TO jest dopiero kurestwo.

Posted: 23 Mar 2005 19:10
by behem0th
lowca adrenaliny? lol.. nie nie, to nie do konca tak... ;)

co do oswietlenia, to albo zwykle mrygalki na przod i tyl,ewentualnie diodoweczka na przod, albo.. cos w tym stylu:
http://cyklotur.com/go/_info/?id=2504&s ... 109a33c766

chociaz w sumie ja sie nie znam...:)

Posted: 23 Mar 2005 20:10
by Arek
A ja z Jackiem się w pełni zgadzam. Podcięty rowerzysta nie jest bezpiecznym obiektem na drodze. Już raz takiego kiedyś miałem przed samochodem a potem nagle.... Głowa rozbiła przednią szybkę i wieelkim łukiem lecąc w końcu spotkał się z asfaltem. Nikomu takich wrażeń nie życzę. Taki zawodnik który sobie udaje Małysza to nawet nie wie potem co się stało ale Ci którzy siedzą w samochodzie....
Nie polecam tego sportu... :(

Posted: 23 Mar 2005 20:22
by Domar
O kurna, to współczuję. Zgadzam się, że na jezdni to nie powinno tak być. Zawsze samochodem staram się omijać szerokim łukiem "niepewnych" choć zgadzam się, że nie zawsze się da. Ale w lesie może mnie potrącić... drzewo

Posted: 23 Mar 2005 20:31
by behem0th
hm, sprawa jest dyskusyjna, chociazby z tego wzgledu ze:

-w przeciwienstwie do samochodow,jest potrzebny duzo mniejszy czas reakcji by kontrolowac rower, dodatkowo wspierany efektem zyroskopowym. dlatego sporna wartoscia jest, ile mozna bezpiecznie wypic. jezeli w ogole mozna. w cywilizowanych krajach w kazdym razie wartosc dopuszczalna jest sporo powyzej 0.5 prom.
-w statystykach policji, ilosc zabitych przez pijanych rowerzystow oscyluje w granicach zera.
-w przeciwienstwie do pijanych kierowcow samochodow.
-no a w przypadku lasu to tak jak wyzej kolega stwierdzil... :)

wracalem pare razy po %, nawet w stanie bardzo duzego podciecia, i smiem twierdzic ze bezpieczniej jechac wtedy rowerem niz isc pieszo...

Posted: 23 Mar 2005 20:36
by Jacq
jeszcze jednego punktu ci behem tu zabrakło:

-ilosc zabitych pijanych rowerzystów

...

Posted: 23 Mar 2005 20:42
by behem0th
to juz jest ryzyko wlasne.

Posted: 23 Mar 2005 20:52
by Jacq
no wlasnie nie wlasne ryzyko... bo ja nie chcialbym miec na sumieniu
goscia ktory niekoniecznie swiadomie chce skrocic swe zycie...

Przez las to mozna sobie jezdzic nawet i z 10 promilami jak ktos lubi...
Ale nie na glownych drogach jak to niektorzy bajkerzy praktykuja.
A nie dosc tego, wracajac do tematu, jedzie taki zupelnie bez oswietlenia,
na bajku co to sie ledwo kupy trzyma... O wypadek naprawde nietrudno.

Posted: 23 Mar 2005 21:47
by Domar
Tylko że Jacq taki typ ludzi spotykasz przede wszystkim na wsiach na głównej (czyt. jedynej asfaltowej) drodze w tejże wsi :) Zwykle to starsi panowie po 2-4 bełtach. Nie zamierzam w przyszłości tak wylądować, a że w stanie gdy możesz względnie prosto iść zgadzam się z Behemem: lepiej sobie po chodniczku tudzież ścieżynce rowerkiem pomykać. Choć kiedy ja tak naprawdę ostatni raz wstawiony byłem....