OTWOCKI PORTAL ROWEROWY
Dzisiejszy program sponsoruje:
*** ZOBACZ ***
Aktualnie na stronie:
Pogoda na jutro:
Ostatnia aktualizacja:
14.12.11, 20:59
GALERIA: Dwudniowa Grudniówka. Hajnówka-Otwock. 03-04.12.2011.:
©Tekst: Vigil. Zdjęcia: behe. Dodano: 12.12.2011.


Kilka słów:

Ta delikatna, krucha ciągłość gestów i uczuć być może nadaje nam jakiś ludzki sens. Nadaje sens temu, że budujemy i układamy kolejne domy. Reszta wydaje się tylko ślepą koniecznością przetrwania gatunku albo wyrazem próżności. Andrzej Stasiuk, Fado.



- To, co wysiadamy w Hajnówce? Czy wcześniej jak zaplanowałeś?
- Bilety mamy do Hajnówki jakby co, ale z Orzeszkowa 8 km mniej a dzień jest krótki...

Mnie jednak ciągnie do Hajnówki, choć wiem, że nie będzie czasu na zwiedzanie. Męczy mnie kac jakbym pomieszał sok z buraków z sokiem z marchewek. A wszak tylko sprawdzałem czy Bourbon na nasz wyjazd będzie wystarczająco dobry. Hajnówka... Nigdy tam nie byłem, a ponoć Podlasie to moje rodzinne okolice. Ale żeby chociaż zobaczyć dworzec i coś po drodze. Poza tym zawsze to jakiś konkretniejszy początek. Bartek przytaknął, Łukasz również. Wysiadamy w Hajnówce. Dworzec PKP nie powala. Walczę z podkową od hamulca, wciąż obciera o oponę po wymianie z marathonów na terenówki. Okolica nie zachęca do zwiedzania.

- To może chociaż zakupy tu zrobimy, bo potem nie będzie sklepu, mówi behe.

JUŻ nie ma i nie będzie przez następne 34 km. Pierwszy postój (3,6km) i Bartek z namaszczeniem konsumuje gruszkę.

- Bartek, wal tę gruchę i dajemy.

Wkrótce docieramy do Orzeszkowa, miejsca gdzie pierwotnie planowaliśmy start (8,22km, 0:30h). To dobre miejsce na postój i parę fot. Potem dłuuugo nic. Pusty asfalt przez las w kierunku białoruskiej granicy. 2 razy mija nas samochód z przyczepą załadowaną jemiołą. O nie chłopacy, całować to się nie będziemy.. choć.. jest czas na herbatkę z ballantinesem. Stuknęło także pierwsze 20 km! (1:08h). Oj, zadupiasto na maksa. Dojeżdżamy do Białorusi i następne kilometry wzdłuż granicy. Mijamy stojący w znudzeniu wóz pograniczników. Grzeją się w środku, terenówka i wolne obroty silnika.

- Zobaczycie, zaraz za nami pojadą i będą się dop...lać, dowodziki poproszę itd. wyrokuje behe.

Ale nic. Cisza. Pustka. Pojedyncze zabudowania gdzieś w dali od drogi. Robimy foty przy słupkach granicznych po przejściu prowizorycznych zasieków z drutów kolczastych. Chyba bardziej mają zabezpieczać przed niekontrolowaną migracją grubszej zwierzyny. Wreszcie pierwszy i ostatni sklep tego dnia. Czeremcha. Piękna nazwa i sklep (34km,2h). Po Bartku widać zmęczenie. To nie jest jego dzień. Chłopaki zakupują kiełbachy i pieczywo. Moja dieta przewiduje: chleb, 3l wody i jogurt 0%. Pozwalam sobie na 2 ulubione bułki z budyniem i jakoś pchamy dalej. Mijamy kultową DK 66 czyli nadgraniczny odpowiednik kultowej amerykańskiej route 66. Niby nic specjalnego, ale warto by kiedyś wzdłuż niej się przemieścić. Kolejne proste po szutrze przez las, po kres. Łukasz szczęśliwie znajduje w kieszonce małą cytrynówkę. Krzepi, choć udziały były stosowne do wkładu inwestora. ;)
Poczekujemy na Bartka. Ale mnie to nie przeszkadza kompletnie. To nie zawody. Mamy ze sobą wszystko, więc można biwakować wszędzie. Jest ciepło. Delektuję się widokiem podlaskich wsi. Typowa polska nazwa: Miedwieżyki. Drewniane domy. Czasem biało-niebieski akcent okiennic. Niebieska cerkiew w Rogaczach ze złotą kopułą. Taki bijący po oczach łącznik między tym gdzie kończy się ludzkie a zaczyna boskie. Łącznik, choć swoim kontrastem z otoczeniem trochę wygląda jakby dzielił niebo i Ziemię. Milejczyce (50km) i jakieś dziwne drogi. Szukamy właściwej według tracka GPS.

- Gdzie chcecie jechać? Życzliwie pyta gość z dostawczaka widząc 4 fraglesów.
- Nno...do...Otwocka? Śmiejemy się, bo nikt z nas nie jest w stanie podać żadnej miejscowości na trasie.
- Wie pan chcemy znaleźć drogę nr sześćset ileś tam i ona prowadzi na południowy zachód, staram się wybrnąć.
- A to nie. To nie ta. Ta jest na południe, odpowiada.
- No tak, cholera słońca nie widać to nawet nie wiadomo gdzie południe. I dziękuję panu.

Wkrótce Garminy prowadzą nas po ruchliwej 693. Ciekawe, co by było gdyby im padło zasilanie. Brak mapy i kompasu, na pewno wesoło.
Drogowskazy na Świętą Górę Grabarkę. Teren robi się pagórkowaty. Malownicze dolinki i w oddali kultowa góra, której z braku czasu nie odwiedzamy. Ale jest mistycznie. Szczególnie biorąc pod uwagę, że behe i Łukasz pojechali przodem i zniknęli za kolejnymi zakrętami. Bartek jedzie gdzieś z tyłu. A ja po kolejnym skrzyżowaniu stwierdzam, że nie wiem gdzie jadę, bo nie mam tracka. Robi się ciemno. Nadjeżdża Bartek i razem rozmawiamy z kolejnymi psami we wsiach. Wakułowicze, Sycze, Grabarka, Szumiłówka, Oksiutycze, Pawłowicze, Homoty, Maćkowicze. To okolica gdzie definitywnie należy powrócić gdy zagrają świerszcze. Nadbużańskie łąki dają możliwości znalezienia spokojnego biwaku.
Pociąg do Siemiatycz i weekend tam. Bo po drugiej, tamtej stronie Buga to jest trochę inaczej. Więcej drewnianej zabudowy. Mniej budowlanego eklektyzmu typowego dla wsi miedzy Siedlcami a Otwockiem. Mniej syfu.
Po nocy docieramy w okolice biwaku, czyli mostu na Bugu we Fronołowie. To w tych okolicach spędziłem szmat dzieciństwa na wczasach w Mierzwicach, w mini domkach campingowych ze sklejki z 4 łóżkami jak w przedziale sypialnym. Tylko śmierdziało inaczej niż w pociągu. Stęchlizną, wilgocią i suszonymi nad farelem grzybami. Ostatnie wspomnienie to gdy z atakiem astmy wieźli mnie na furmance do pociągu. Dusiłem się, więc furman poganiał konia a ten będąc istotnym powodem ataku nakręcał błędne koło.
Most na Bugu jak i cała ta rzeka zawsze napawały mnie lękiem. Ponura, stalowa, szara konstrukcja, obłażąca z farby i sina, nieprzejrzysta rzeka poniżej. I teraz jak „mgła wyczołgująca się z kanału” wraca wspomnienie z dzieciństwa spowite w ciemnościach. Wybacz Bartku, że zostawiłem cię nieco z tyłu. ;) Atawistyczny lęk trudny do opanowania. Zresztą kolejowy w Górze Kalwarii też budzi zawsze we mnie grozę.
Rezygnujemy z szukania miejsca na nocleg wypatrzonego w czasie przejazdu spalinowym pociągiem parę godzin temu. Wieje ostro i kręcą się jacyś ludzie. Po drugiej stronie mostu kluczymy w górę i w dół rzeki by w końcu ustalić: TU! (78,9km, 4:55 jazdy netto)
Zanim stanęły namioty Łukasz już rozpalił ognisko. 3 namioty na 4 osoby, cóż za rozpusta. Ciepło rozbierające biesiadników.. I ogień coraz większy i większy. Iskry z kawałkami żaru strzelające w niebo i spadające na kurtki, śpiwory, karimaty. ;) Dobrze, że namioty stały dalej. Im dostał się tylko pył jak z Pompejów. I rozmowy w noc o wyższości idei A nad B. I z uśmiechem przyglądający się nam zza młodnika księżyc. Kończące się zapasy rozgrzewających kropli wzmagały chęć wykonania „wycieczki w trakcie większej wycieczki” do Siemiatycz. Na szczęście zahamowane. Szkoda było dzielić ekipę. Ale trzeba było przystopować Herostratesów: behe i Łukasza, którzy uparli się by z lasu zrobić łąkę. ;) Ostatnie słowo i tak jak zwykle należało do przyrody. Zaczęło padać, ogień przygasł i pozostało usypiające bębnienie deszczu o namiot..
Dłuższa biesiada i tak nie była wskazana. Czekało nas 140km do domu. Wiadomo było, że będzie pod wiatr, ilość opadów nieznana. Pobudka o 7. Planowany start o 8, ale wiadomo.. Ognisko, kiełbaska, pakowanko etc. Wyszła 9. Bartka niepodające nogi opuściły nas i z nimi i cała jego reszta. Duchem pozostał. W zasadzie też i ciałem jak się okazało później. Pozwolę sobie zacytować jego relację z tego dnia:

Rano pojechałem na najbliższą stację PKP czyli do Siemiatycz. Rozkład jazdy pociągów w Siemiatyczach:
09:00 - bezpośredni do Warszawy
15:10 - do Siedlec.
Była 09:40 więc sytuacja nie wyglądała najlepiej. Pojechałem rowerem do Siedlec i tam złapałem 15:45 do Warszawy.


My o 15:45 byliśmy gdzieś między Kałuszynem a Mińskiem czyli pewno w Jakubowie. Ale po kolei. Zapuszczonym szlakiem czerwonym, na którym zrobiliśmy biwak, w poszukiwaniu nawiązania do tracka przez pola i po linii: Buzka, Binduga, dalej z widokiem na Podlaski Przełom Bugu, zespół pałacowy w Korczewie. Jakiś początek znanego i cywilizacji. Kościół w niedzielny poranek i heretycy popijający kolejne piwo w sklepie, "zapalający ponownie piec". Cywilizacja i Mazowsze.
Kolejne proste i cały czas pod wiatr. Za Bartkowem wreszcie postój i zachowana na czarną godzinę mini wiśniówka behema. Dobra, z posmakiem pestki i włoskiego destylatu. Podnosi ducha, ale z pokrzepieniem ciała gorzej. Przez kompletne zadupia i wietrzny wypiź...j brniemy dalej wśród kolejnych wsi: Trębice Dolne, Hołubla, Uziębły, Suchożebry.. Rozdzielamy się. Ja z Łukaszem z przodu a behe medytuje gdzieś z tyłu. Zakopuje się w piachach i miałkich szutrach. Momentami trzeba prowadzić rower. Jak w relacji na świeżo: asfalt, gorszy asfalt, szuter, gorszy szuter przechodzący w piachulec, trochę kocich łbów, ale na szczęście malutkich kociąt. Ciągle wydaje się, że jest po górę. Patrzę na profil GPS: flatline. Jestem mokry a jadę 15kmh. Pytam behema czy nie doznaje mistycznych uniesień na tych bezkresnych pustkowiach.

- No. Mamy już połowę, odpowiada.

Ale wiem, że to nieprawda. Że wiatr wysysa. Że każdy następny kilometr jest dłuższy od poprzedniego. Zapada zmierzch. O tej porze roku długo zapada. Ale tę okolice już znam za dnia, więc chętnie przejadę ją po nocy. W ciekawie oświetlonym centrum Mińska żegnamy się z Łukaszem, szybciej wróci DK2 niż via Otwock. Mińsk wydawał mi się tak odległy, a tak naprawdę to ledwie ciut ponad 30km.

- Zawsze chciałem sobie pojeździć nocą po DK50..

Życzenie behema się spełnia. DK 50 moje emocje zawsze budzi. Negatywne. Szczególnie na zwężeniach na skrzyżowaniach. No, ale co tam. Emocje ostudził december rain między Józefowem a Rzaktą. W Gliniance żegnamy się: behem via Wola Karczewska i Jabłonna a mnie przypadł w udziale Malcanów, Dziechciniec i Żanęcin. Dla urozmaicenia pomknąłem koło Karczmy Żywieckiej i Góry Sobotów i przez las, piach i single track pełen kałuż po grudniowym deszczu...


Ps. Watek wyjazdowy na forum OGR: http://otwock.org.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=3163&start=40




Trasa:







Kilka zdjęć:



Start

Startujemy



Tu jest inaczej

Tu jest troche inaczej



Rescik

Dobry rest



Granica

Granica



Nocleg

Nocleg



Zdrowy poranek

Zdrowy poranek



Przez laki i pola

Laki i pola



Palac

Korczewo



Polska

Polska



Turystyczna

Pancerna Turystyczna