OTWOCKI PORTAL ROWEROWY
Aktualnie na stronie:
Ostatnia aktualizacja:
GALERIA: Pierwsze Starcie. Alleycat Otwocki. 05.06.2005:
©Tekst: Leoheart, Edi. Zdjęcia: Leoheart, Rysiek, Edi. Dodano: 07.06.2005.

by Leo:
Miała to być w pierwotnym założeniu relacja z punktu widzenia Leoheart.
I będzie, ale tym razem nie w formie kolejnego traktatu o przygodach i trafnych bardziej lub mniej wyborach dokonanych przez jeźdźca bez głowy. :)
Jestem marzycielem, niespełnionym co dzisiejszy dzień potwierdził. Przystąpiłem bowiem do zawodów Alleycat przekonany, że będę miał szanse w rywalizacji, ostatnio dużo jeździłem, jestem w dobrej formie, może nawet pościgam się z Edim? W końcu Alleycat to wyścig po ulicach, asfalcie, bez podjazdów i karkołomnego downhillu a wszystkie ulice znam jak własną kieszeń, tak mi się przynajmniej wydawało!
W ruchu ulicznym daje sobie radę, czasem pod prąd, czasem na czerwonym, po chodnikach, miedzy samochodami stojącymi na światłach i raczej nie jestem na szosie przykładnym rowerzystą czyli teoretycznie jestem przygotowany na hardcore.
Cóż, czasem myślę że w marzeniach najpiękniejsze jest to że się ...nie spełniają, te spełnione nie są już marzeniami! Wiecie o czym mówię? Nie? O tym że Ediego widziałem na trasie dwa razy, na starcie i mecie. :)
Wrażenia: po pierwsze dopisała pogoda, pesymistyczne zapowiedzi nie sprawdziły się, po drugie wszyscy aktywni forumowicze stawili sie, wybaczcie Nasze dzielne Panie jak jeden mąż! Panowała autentyczna atmosfera zawodów. Wszystkim udzieliło się nerwowe podniecenie przed startem i byli autentycznie zaintrygowani imprezą. To były świetne, krótkie, szybkie i demokratyczne bo w zasięgu możliwości każdego bikera, zawody!

Co mi się podobało:

- Świetny pomysł!
- Dobrze dobrana trasa.
- Ciekawie przygotowane PK.
- Perfidny PK 11.
- Precyzyjne materiały.

Co bym zmienił:

- Organizator musi być przed zawodnikami a nie odwrotnie!!! (sorry Jacq)
- Niezbyt dobry format mapy, wygodniej jest jeśli po złożeniu, np. na pół da A4.
- Oddzielny manifest jest niewygodny lepiej jeśli się go umieści na arkuszu z mapą np. na odwrocie.
- Byłoby dobrze gdyby opis PK nie zostawiał żadnych wątpliwości i nie dawał możliwości interpretacji, np. liczba okien w Jaraczu.
- PK 11 było jednocześnie atutem ale i wadą, jeśli to poważne zawody, a nie tylko przednia zabawa, to dobrze jest jednak wiedzieć gdzie jest start i meta! Rozłożenie sił to jeden z atrybutów dobrego zawodnika a ten musi mieć podstawowe dane.
- Dobrze jest przygotować nieco więcej zestawów startowych bo a nuż widelec ktoś wpadnie za 5 dwunasta?

Kiedy już tak siedziałem w Mkwadrat po zaliczeniu całej trasy, wyżaleniu się na własną głupotę, smutnej konfrontacji swoich oczekiwań z osiągniętym wynikiem i wysłuchaniem relacji innych, oczywiście o ile dopuściłem ich do głosu, przyszło mi na myśl, że oto jestem świadkiem czegoś co nie jest częste w tych czasach a co jest wartością tych zawodów NAJWIEKSZĄ. Patrzę na GRUPĘ ludzi tak różnych od siebie a jednak połączonych jakimś magicznym wręcz momentem, wspólnego obcowania w atmosferze autentycznej sympatii, roześmianych i wesołych, dobrze czujących się w swoim towarzystwie i snujących wspólne plany!
Czy zwróciliście uwagę, że nikt nawet nie wspomniał o tym żeby się rozejść dopóki nie przybędzie na metę ostatni ale wcale nie najgorszy zawodnik?
Myślę że takie właśnie zdarzenia sprawiają że OGR żyje i rozwija się w dobrym kierunku i dopóki pasji nie zabraknie to czeka Nas jeszcze wiele równie miłych chwil!
Ps. wracając do marzeń: nie o to chodzi by złapać Ediego ale by gonić go!! Dzięki Edi, że jesteś. :)

Leoheart



by Edi:
Po organizowanych przez Behema terenowych zawodach na orientację, zwanych gdzieniegdzie PreHarpem lub Behemiadą wspominano, że można by zorganizować coś podobnego. Jakiś czas temu padła wiadomość, że Jacq będzie "kręcił" w Otwocku Alleycata. W sumie to czemu nie pościgać się po mieście? Jak dla mnie świetna sprawa. Termin został ustalony na 5 VI 2005. Swój start zadeklarowało kilkanaście osób. Krótko rzecz ujmując- zapowiadała się niezła zabawa.
Dzień przed całym zamieszaniem nieźle popadało i do końca nie wiadomo było jaka będzie pogoda. Okazało się, że niekorzystne prognozy całkowicie się nie sprawdziły i aura dopisała. Na drogach gdzieniegdzie były jeszcze kałuże lub asfalt był po prostu mokry (o jednym z takich miejsc trochę później :), ale ogólnie OK.
Na kilkanaście minut przed planowaną godziną startu w tradycyjnym miejscu, czyli Parku Miejskim zjawili się wszyscy zawodnicy no i oczywiście sam organizator. Atmosfera całkiem sympatyczna. Nie wiem dlaczego sporo osób stawiało mnie w roli faworyta, hehe. ;)
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami około godziny 13:30 każdy otrzymał mapkę z zaznaczonymi jedenastoma punktami oraz Manifest z opisem zadań do wykonania na każdym z tych punktów. Jeszcze chwila czasu na zapoznanie się z mapką i Jacq mógł ogłosić oficjalny start- zabawa się zaczęła. :)
Tak jak na PreHarpie wybrałem, moim zdaniem, optymalną kolejność "odwiedzania" punktów i później konsekwentnie się tego trzymałem. Wybór konkretnej trasy przejazdu między punktami obmyślałem już w czasie jazdy. Tempo od samego początku było konkretne. Mój licznik najczęściej wskazywał prędkości powyżej 30km/h w kilku miejscach było nawet 40km/h, a maksymalna wartość jaką udało mi się zaobserwować to 44km/h). Pierwsze 2-3 punkty odwiedzaliśmy raczej masowo, ale po pewnym czasie stawka się trochę rozciągnęła. Od punktu przy szpitalu im. A. Grucy wpadłem na pomysł, żeby właściwie nie zatrzymywać się na tych punktach gdzie nie było to niezbędne. Kartę z wypełnionymi zadaniami uzupełniałem w drodze lub na jednym z kolejnych PK. Na trasie w kilku miejscach spotykałem jeszcze pozostałych zawodników, kilka razy mijałem Komara, Yorka, Chmiela, BigBlack'a, czy Leo. Jednymi z osób, które wybrały tą samą trasę co ja byli Czarek i Behem. Czarek trzymał się blisko mnie, Behema zgubiliśmy w drodze na PK 3. Okazało się, że wybrał najkrótszą trasę na ten punkt: Majowa-Kraszewskiego. Z Majowej skręciłem w Komunardów i dalej jechałem Turystyczną. Przy skręcaniu z Turystycznej w Portową gdzie zakręt ma ponad 90 stopni a na liczniku miałem około 30km/h, przednie koło straciło przyczepność na mokrej nawierzchni i miałem bliskie spotkanie z asfaltem. Efekt można zobaczyć na jednym z moich zdjęć. Sprawdziłem jeszcze tylko, czy koszulka w tym całym zajściu nie ucierpiała :) i mogłem jechać dalej. Dojeżdżając do PK 3 spotkaliśmy Behema udającego się już w przeciwnym kierunku- sporo zyskał na tym odcinku. Ja na PK 3 właściwie się na zatrzymałem i zaraz ruszyłem go ścigać. Spotkaliśmy się na PK 2, a przynajmniej myśleliśmy, że jest to ten punkt. Zatrzymaliśmy się bowiem nie przy bramie, o którą chodziło, tylko przy następnej. Na szczęście w drodze powrotnej zauważyłem swój błąd i odczytałem właściwe informacje. Behem ruszył trochę wcześniej, wzdłuż ulicy Kraszewskiego i Batorego przyszło mi go znowu ścigać. Nie było to łatwe zadanie- tempo narzucił niezłe, ale udało się.
Pod M Kwadrat, gdzie Jacq sączył sobie chłodnego browarka, wpadłem kilka sekund wcześniej. Myślę sobie: Jeszcze piwko i koniec. Behe zresztą chyba podobnie, wpadając na punkt krzyczał z daleka do Jacq: Gdzie to piwo? Dawaj piwo, dawaj piwo. :)
Nie przewidzieliśmy, że pozostały jeszcze do zaliczenia 2 PK. Moim zdaniem pomysł świetny. :)
Jedziemy dalej, kierunek: stacja PKP i Cmentarz Żydowski. Behe znowu ruszył kilka chwil wcześniej. Spotkaliśmy się dopiero na stacji. Tu spisaliśmy jeszcze potrzebną informację i ruszyliśmy na ostatni (?) punkt. Przez całą długość ulicy Andriollego utrzymywałem bezpieczny dystans. Bez większych problemów znalazłem Spidera, który swoją drogą ustawił się nie przy samym cmentarzu, tylko kilkadziesiąt metrów wcześniej. OK, ostatnie zadanie: wypić browar! Z przyjemnością, :) szczególnie po takiej jeździe. Za chwilę wpada Behem, otwiera piwko i razem stwierdzamy: Było naprawdę fajnie. Siedzimy tak jeszcze kilka minut. Za chwilę przyjeżdża Yorek, ciesząc się, że zajął 3 miejsce po tym jak Czarek pomylił drogę na cmentarz. W międzyczasie Spider zaczął coś wspominać o tym, że meta jest jednak pod M Kwadrat. Myślałem, że sobie jaja robi, bo humor się Go trzymał, niektórym oprócz wypicia piwka lub wody proponował spuścić powietrze z kół i napompować je ponownie, hehe. :) Kiedy na ostatni PK dotarł w końcu Czarek, ja, Behe i Yorek rozpoczynaliśmy wyścig w kierunku M Kwadrat.
Udało się: byłem pierwszy, ale różnice czasowe pomiędzy mną, a następnymi na mecie Behemem, Yorkiem i Czarkiem były dosłownie minimalne.
Chciałbym podkreślić, że Ci co stawiali mnie od początku w roli faworyta mogli się zdziwić, ponieważ ja i Behe stoczyliśmy, moim zdaniem, naprawdę wyrównaną walkę. Niedługo po naszym przyjeździe na metę zaczęli docierać kolejni zawodnicy. Wszyscy w niezłych humorach. I o to chodziło. :)
Po zakończeniu imprezy siedzieliśmy jeszcze trochę pod M Kwadrat wymieniając komentarze i spostrzeżenia. Wszyscy byli zgodni: było rewelacyjnie. :) Jacq, wielkie brawa za organizacje.
Edi




Kliknij po mape z zaznaczonymi punktami i optymalna ;) trasa Behema.

Statystyka trasy Behema: DST: 26,4; Vśr: 25,3; Vmax: 37,1; Czas jazdy: 1:02:00; Czas postoju: 11:07;


Wyniki:

 Zawodnik   M2 - międzyczas   Meta 
Edi 0:49:30 1:15:30
Behem 0:49:50 1:15:35
Yorek 0:53:50 1:15:45
Czarek 0:52:30 1:16:35
Komarr 1:02:30 1:25:30
Popeye 0:57:00 1:25:33
Mlody 0:57:30 1:25:40
Rysiek 0:57:30 1:25:42
Leo 1:05:45 1:26:10
Domar 1:04:47 1:28:35
Chmiel 1:00:45 1:32:55
BigBlack 1:03:00 1:33:00
Marta,Magda,Magda  1:20:20 1:55:55
Hunter 1:46:00 2:19:50





DSCN1312.JPG DSCN1313.JPG DSCN1314.JPG DSCN1315.JPG
DSCN1316.JPG DSCN1317.jpg DSCN1318.JPG DSCN1319.JPG
DSCN1320.JPG DSCN1321.JPG DSCN1322.JPG DSCN1323.JPG
DSCN1324.JPG xx.JPG xxx.JPG xxxxx.jpg