Page 5 of 20

Posted: 06 Jun 2009 23:06
by carloz
Na trasie pozostał Vigil i Leo. Hak, Bartek i ja spasowalismy przy Meranie o godzinie 00:27. Ulewa i noc - srednia ponizej 10km/h, wiec bylo pewnie jeszcze dobrze ponad godzine pedalowania. BoB z przyczyn osobistych musiał zrezygnowac w Chotomowie. 3majcie kciuki za naszych dwóch reprezentantów :!:

Posted: 07 Jun 2009 06:20
by leoheart
prawie się nie pomyliłeś,cel został osiągnięty o 1.35 :)
ps.ta ostania godzina to była ...sama przyjemność o ile ktoś lubi wodę...dużo wody :D

Posted: 07 Jun 2009 06:25
by hak
No tak :oops:
Po raz drugi przekonałem się, że jazda w nocy na pałę przez las to nie moja specjaność. Przejazd nad Mienią zaliczyłem tylko dzięki Vigilowi jadącemu za mną i oświetlającemu mi drogę swoim reflektorem.
Dzięki chłopaki za wspólną jazdę.
Vigil i Leo rządzą!

I jeszcze jedno. Ta lepsza, wg Dzidka, strona wisły to totalny szlakowy syf. Miejscami budowniczy szlaku musiał być zdrowo naprany. Następny atak na pętlę zrobię na pewno w przeciwnym kierunku :D

Poniżej trochę fotek mniej odstręczających od rowerowania ;-)

Posted: 07 Jun 2009 08:15
by vigil
gdy jechalismy z miedzylesia do wiazownej zaczalem miec wrazenie, ze cala ekipa porusza sie niekonczacym sie korytarzem jaskiniowym. blask swiatelek, przytlumione glosy i przeklenstwa haka :) Mysle ze to byl prawdziwy psychiczny chrzest bojowy. nad mienia zakrecilo sie w glowie od ciaglych zakretow a meran to byla juz prawdziwa walka z wychlodzeniem. pod wiata w jablonnej zalozylem dodatkowa warstwe w postaci mokrej bluzy i przekasilismy czekoladki - to pozwolilo przetrwac. dalsza trasa to okolo kilometra pchania po rozkopanej przez prace kanalizacyjne drodze w blocie po kostki. potem jazda sciezka - rzeka do pogorzeli. na ceglance kaluze co chwila po os od brzegu do brzegu. jeszcze tylko dwukrotny wjazd i zjazd na biala gore i mozna bylo przybic piatke! bywalem kilka razy w gorach i w jaskiniach w podobnych opalach i to dalo mi sile przetrawac - bo i wtedy sie udawalo 8) dzieki za wspolna jazde. szczegolne dzieki dla Bartka za nawigowanie w "trudnym okresie" na trasie chotomow - meran. Leo - czapki z głów!!!

Posted: 07 Jun 2009 08:51
by Domar
no panowie, podziwiam. podziwiam wszystkich, ale szczególnie tych co dojechali do kamienia - widać doświadczenie idzie w parze z uporem :) jeszcze raz dla wszystkich brawo!

Posted: 07 Jun 2009 09:36
by BoB
Panowie, GRATULACJE!!!!

No to kiedy drugie podejście? ;-)

Posted: 07 Jun 2009 09:43
by leoheart
pora na parę słów ode mnie
najpierw statystyka:
track z dnia 7.06.09 pokazał 241 km ale obciął punkty do 500,dlatego o wiele bardziej wiarygodne są 2 active logi,(dwa bo w Ząbkach wymieniałem baterie i w ten sposób powstały dwa tracki)

1.active log 1-5656 punktów logowania dst-199km,time 16.45.28,średnia 12km/h

2. active log 5-1816 pkt,dst 55,4km,time 5.33.06 średnia 10km/h
czyli łącznie(niestety po złożeniu obu tracków w MapSource wychodzą jakieś bzdury albo ja nie potrafię tego zrobić-graficznie jest ok ale wielkości nie odpowiadają prawdzie

poprawka aktualizacyjna
active log 5 trzeba skrócić o drogę do domu czyli "ślad"
szczegóły na obrazkach

w rezultacie sama trasa KP miała
dst 246,80km w czasie 21:43:11

Posted: 07 Jun 2009 10:13
by S.W.A.T
Naprawdę ogromny RESPEKT dla wszystkich.. :)
Ale przy tym Meranie to naprawdę totalna siekiera musiała być.. Ja bałbym sie wyjść na dwór w ten deszcz.

Posted: 07 Jun 2009 10:40
by leoheart
Domar wrote: tych co dojechali do kamienia - widać doświadczenie idzie w parze z uporem :)
kto był doświadczony a kto uparty? :P
trzeba przyznać że Vigil nie odpuścił żadnego odstępstwa od szlaku :P
mogliśmy ruszyć wprost ceglanką do Lesników z Pogorzeli (po 21godzinach na trasie, w tym co najmniej 2 w ulewnym deszczu kusiło żeby tak zrobić )ale Vigil nie byłby sobą gdyby nie przeciągnął mnie po piachu i górkach tuz przed metą 8) ale satysfakcja jest wielka-upór sie opłacił!

To była zdecydowanie moja najtrudniejsza wyprawa w karierze rowerzysty.
Nie tylko z powodu dystansu, (przy okazji zrobiłem personal best-263km w ciagu 24g,większość w terenie, pewnie nieprędko go pobije) ale i pod względem wytrzymałościowym.
Miałem pewne obawy przed ruszeniem na trasę ale chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę co oznacza 240km.Inaczej myśli się o tym przy biurku a inaczej w trakcie jazdy. Postanowiłem jednak spróbować myśląc, że w razie czego się wycofam.
Na trasie cały czas jechałem gdzieś w ogonie peletonu a za Nieporętem w ogóle opadłem z sił .O ile mogłem cały czas pedałować i na płaskim jakoś bym sobie poradził to każda górka i piach po prostu mnie załamywały.Niestety nasza strona Wisły właśnie w takie miejsca obfitowała.co innego Kampinos, tam było bosko na twardych single trackach :)
Na szczęście ani przez chwile nie pomyślałem o wycofaniu chociaż i tu podziękowania dla całej ekipy gdybyście mnie zostawili tam w lesie gdy o to prosiłem z pewnością musiałbym się poddać. Sam na pewno nie sforsowałbym tego szlaku nocą w tych warunkach! To był prawdziwy horror,ścieżka nad Mienią o północy w ulewnym deszczu :D może nie uwierzycie ale dawno się tak nie dobrze nie bawiłem :P
Skoro o podziękowaniach to osobne należą się Hakowi za wspomnianego Stingera,postawił mnie na nogi bez dwóch zdań! Od tego momentu znów z trudem bo z trudem ale jakoś nadążałem za innymi i Vigilowi za czekoladę w Jabłonnie. Dzięki niej nie straszna mi była żadna w woda ani błoto na finiszu.
To podziękowania osobiste a ogólne należą się: Vigilowi za doskonałą moim zdaniem nawigację. Podejrzewałem z Carlozem że Vigil po kryjomu zrobił już tę trasę i jedzie na pamięć :) oraz Bartkowi, który przejął nawigacje w nocy i po prostu jak po sznurku zaprowadził nas do celu.
Dzięki pozostałym za wspaniałe towarzystwo i dobrze spędzony czas. Szkoda, że musiał opuścić nas Bob, mam nadzieję, że stan zdrowia Twojej córki już się poprawił.

Posted: 07 Jun 2009 10:52
by BartekJ
Chłopaki, jak wy możecie pisać posty o tak wczesnej porze? Ja się obudziłem parę minut przed 12 :)

Deszcz w końcówce podszedł mnie podstępem. Pierwsze krople spadły w Rembertowie. Założyłem kurtkę przeciwdeszczową. Wkrótce przestało padać. Zdjąlem kurtkę. Potem zaczęło więc znowu założyłem. I tak ze 3 razy. W końcu jak byliśmy już gdzieś na wysokości Radości albo Miedzeszyna, po raz kolejny zaczęło kropić. Pomyślałem, że jesteśmy już prawie na miejscu, poza tym pewnie zaraz znowu przestnie i nie założyłem kurtki. Potem zaczęło kropić mocniej i jeszcze mocniej i jeszcze. No i wkrótce deszcz lał jak z cebra a ubierać się nie było już po co, bo i tak byłem całkiem mokry.

No i koło Meranu zabrakło siły woli i determinacji, żeby pchać się jeszcze godzinę do kamienia i uczynić zadość formalnościom.

Dziękuję wszystkim uczestnikom za wspólną jazdę.
Leo i Vigil to prawdziwi twardziele.

PS. Ekipa Alleypiastowa jadąca w przeciwnym kierunku też lekko nie miała

Posted: 07 Jun 2009 14:26
by karnaś
Brawa dla was za podjęcie próby, a największe dla Leo i Vigila za ukończenie.

Posted: 07 Jun 2009 15:17
by Arkadyj
Gratulacje dla wszystkich, ktorzy podjeli wyzwanie. Jestescie szurnieci :-)

Posted: 07 Jun 2009 15:49
by BartekJ
Arkadyj wrote:Jestescie szurnieci :-)
Pod koniec doszliśmy do tego samego wniosku. Tylko zostało to ujęte trochę bardziej dosadnie :-)

Posted: 07 Jun 2009 16:17
by leoheart
jeszcze trochę materiałów
http://picasaweb.google.pl/tomasz.leo.m ... rwawaPetla#
zwróćcie uwagę na minę człowieka z liściem na głowie :)
a także na tę gęstwinę przez która się przedzieramy,tak wyglądał szlak
od razu zaowocowało kolcami w oponach,jeden za zdjęciu jeśli sie dobrze przyjrzeć :)
Hak został mistrzem w ich zmienianiu w sumie 4razy?

Posted: 07 Jun 2009 16:29
by hak
Leo! Ja tylko trzy. Ponadto Vigil, Bob i Carloz dwa razy.

Posted: 07 Jun 2009 19:59
by Adam (z Alleypiasta)
Panowie!
Ogromne gratulacje. Ciekawie było tak ze sobą rywalizować "na odległość".

Widzę, że obie nasze grupy miały mocną końcówkę. Szczególnie zastanawiam się jak ten odcinek nad Mienią pokonaliście. Jak próbuję nanieść to co u nas się działo na ścieżkach i drogach to aż trudno mi sobie wyobrazić jak to musiało wyglądać :)

Czas teraz w warszawskim środowisku rowerowym tworzyć mit Krwawej Pętli :)

http://picasaweb.google.pl/Ad.Wojciecho ... 0140827138

Posted: 07 Jun 2009 20:03
by Edi
Szczerze gratuluję wyczynu :).

Posted: 07 Jun 2009 20:55
by BoB
leoheart wrote:Szkoda, że musiał opuścić nas Bob, mam nadzieję, że stan zdrowia Twojej córki już się poprawił.
U mnie wydaje się, że wszystko będzie dobrze.

Leo, jak zwykle świetna fotorelacja !!!

Dziś rozmawiałem z Vigilem i po tej rozmowie chylę czoła przed Tobą podwójnie. Jesteś niesamowity. Twój rower ważył tyle co wojskowa garkuchnia, a jednak dałeś radę z tym balastem dojechać do mety. WIELKI SZACUN dla obydwu twardzieli.

Nie wiem co myśleć o 16-to godzinnej Krwawej Pętli. Trzeba być nie tylko orientacyjnym geniuszem ale i super sprinterem by coś takiego zrobić w terenie zawierającym sporo pułapek. Chętnie bym poznał tego wycinaka bo to zaszczyt znać kogoś tak utalentowanego.

Posted: 07 Jun 2009 21:48
by behem0th
gratuluje i zaluje ze nie dane mi bylo spedzic czasu w tym wyborowym towarzystwie. :)

pytanie: full/treking? jakie opony? kiedy nastepne podejscie? :)

Posted: 07 Jun 2009 23:23
by vigil
twe pytania behe to chyba na oddzielny watek zasluguja - twoj full za ciezki (bo to trasa typu dymno :) ), treking leo za ciezki (juz on wie to najlepiej) - imo the best is lekki hardtail, nie wiem jak rece i kark carloza bez przedniego amora po tylu godzinach. leo i mnie najbardziej bolal kark od wielogodzinnej wymuszonej pozycji nasilony jeszcze przez koniecznosc wypatrywania (tzw wyslepiania) trasy po zmroku oraz zimno i pelne zanurzenie w wodzie :P - no ale na to nie ma rady. co do opon - tu juz na bank konieczna jest burza mozgow - mnostwo bylo piachu, korzeni, patykow - wiec przyczepnosc (moje dancing ralphy na mokrym i w blocie zwyczajowo wykonywaly taniec sw.Wita), patrzac na zdjecia w galerii leo -ciagle ktos ma kolo lub gume w reku - wiec przebijalnosc. praktycznie wszystkie kapcie to wbite kolce akacji lub jezyn albo hgw czego w srednicy od 1 do 5mm - w czasie jazdy (lub pchania!) przez krzaluny. wydaje mi sie ze schwalbe marathony plusy nie daly by tu rady szczegolnie po mokrych korzeniach i patykach i piachach. pytanie o idealne opony do tego rajdu i spotkan z kolcami jest wiec otwarte. co do terminu...no nie wiem czy predko (w tym roku) zbierze sie ekipa. niemniej bez zlosliwosci, haku, spodobal mi sie twoj projekt pomysl zeby przebycie petli bylo np warunkiem "okoszulkowania jako OGR" :zdrowie: pamietam w ktorym miejscu to powiedziales a ja odrzeklem: moze poczekajmy...faktem jest, natomiast, ze cyklicznosc tej imprezy kusi...